O autorze
Matka wariatka, chwytam życie garściami. Nie mam czasu na użalanie się nad swoim losem. Kocham życie i kocham być mamą!

Oda do smoczka

Ile z nas stanęło przed problemem odstawienia smoczka naszemu maluchowi ?

O wspaniały, niezawodny i idealny smoczku! Czczę Cię ponad wszystko. Dzięki Tobie udało mi się przeżyć najgorsze chwile, jakie mogą spotkać świeżo upieczoną matkę. Tyś mi przyjacielem, partnerem i sekretnym kochankiem, którego w nocy szukałam z takim zawzięciem, że jak już Cię znalazłam, popadałam w otchłań rozkoszy. Rozkoszy snu, ciszy i spokojnego dziecka.
Co jeśli nadszedł czas, aby zerwać ten związek?
Moje dziecko miało wciśniętego smoczka już dzień po porodzie ze względu na jej problemy zdrowotne i konieczność przebywania na intensywnej terapii, o czym pisałam TU. Musieli ją jakoś pocieszać, kiedy ja nie mogłam jej uratować tuleniem i piersią, a ona tego bardzo potrzebowała.

Smokuś został z nami przez kolejne 13 miesięcy.
Całe 13 miesięcy dyduś ratował nasze życie. Nasz spokój, nasze noce i Zosię, kiedy ząbkowała czy była po prostu smutna. Smoczek był z nami wszędzie. Mieliśmy ich z 10 co najmniej. Czerwone, zielone, w kropki i w paski...

Jednak w życiu każdego dziecka i jego rodziców przychodzi moment, w którym smoczek musi odejść. Związek się rozlatuje, dziecko ma traumę i rodzic też... tak więc jak odsmoczkować dziecko bez zbędnych
negatywnych emocji?



1.CZAS !
Według mnie, totalnego laika (ale na chłopski rozum ) nie możemy dziecku z dnia na dzień zabrać smoczka. Ssanie dydusia to nałóg jak każdy inny, a jak wiadomo,. terapia szokowa sprawdza się rzadko. Musimy uzbroić się w cierpliwość i konsekwentnie posuwać się małymi kroczkami do przodu.


2. KONSEKWENCJA !
Najważniejszą sprawą jest Wasze podejście do sprawy- Twoje i Twojego partnera. Musicie grać w jednej drużynie, aby misja się powiodła. Żadnych odstępstw od reguły. Trzeba ustalić konkretne zasady, których będziecie się trzymać jak rzep psiego ogona, a osiągnięcie sukces.

ZASADY!!
- wyszukujemy wszystkie smoczki z całego domu i chowamy je wysoko, poza zasięgiem oczu dziecka ( czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal ),
- odstawiamy smoczek w dzień ( podczas zabawy, spaceru czy oglądania bajek),
- kiedy dziecko zaczyna marudzić lub prosić o smoczek, (a raczej wyć jak opętane), należy odwrócić uwagę dziecka np. zabawką, kotkiem, pieskiem... jeśli to nie daje efektu, to ,niestety, ale musicie przeczekać,
- smokusia dajemy tylko w wyjątkowych sytuacjach takich jak usypianie, gorączka lub złe samopoczucie dziecka, które sprawia, że jest ono rozdrażnione,
- najlepiej wyrzucić praktycznie wszystkie smokusie i pozostawić jednego, jednego jedynego na ratunek,
- musimy poświęcić dziecku jeszcze więcej uwagi niż dotychczas. Ono jest na odwyku, a my mamy mu w tym pomóc,
- konsekwencja i zgodność mamy i taty przy odsmoczkowaniu są najważniejsze!

Dla mnie to są główne zasady, których trzeba się trzymać przy odstawianiu smoczka.

Ale jak to wygląda od kuchni?

Pierwszy tydzień.
W pierwszym tygodniu powyrzucaliśmy większość smoczków, zostawiliśmy dwa, które ratowały nam nasze cztery litery. Przestaliśmy jej dawać dydusia w ciągu dnia. Dużo zajęć, spacerów i zabawy pozwoliło na to, że Zosia absolutnie o smoczku nie myślała. Kiedy przychodziła sytuacja kryzysowa u nas pomagał taniec. Pomaga do tej pory, kiedy Zośka nie bardzo jest w humorze i nic innego nie działa. Włączam jej ulubioną piosenkę i w dens! Wtedy absolutnie zapominała o swojej potrzebie, a ja przybijałam sobie piątkę, że zażegnałyśmy kryzys. Hura! Dziecko szczęśliwe, matka i ojciec też - to nie może się nie udać!

Dziecko przez ten czas zupełnie zapomina o tym, że może ssać smoka cały boży dzień. Kiedy ma wiele bodźców i zajęć - odstawianie idzie sprawniej.

Co jeśli dziecko mówi o smoczku, pyta o niego? - nic! Absolutnie nic. Siedzisz cicho i udajesz, że nie słyszysz. Jeśli jednak po 4 dniach temat nadal jest numerem 1 dla naszego dziecka odpowiadamy, że się zgubił i nie możemy znaleźć, ale w zamian za zgubę możemy iść np. na plac zabaw czy na pączka (to akurat dotyczy dzieci, które już kumają o co chodzi ).

Sen
Karmimy dziecko, myjemy ząbki i dajemy smoczek. Bezpośrednio przed samym spaniem, żeby wiedziało, że wtedy zawsze smokuś będzie ( względnie zawsze ). W dzień tak samo. Dziecko idzie spać - karmimy, myjemy ząbki i dyduś. Tak przez tydzień, aby dziecko mogło sobie całą noc spędzać ze swoim przyjacielem.

Tydzień drugi.
Robimy wszystko tak jak w tygodniu pierwszym, jednak wprowadzamy jedną zmianę. Kiedy dziecko idzie na drzemkę w dzień nie dajemy mu smoczka. Możemy usypiać dziecko śpiewając, lulając na rękach lub w wózku czy głaskać. Nie wolno nam się łamać nawet wtedy, kiedy dziecko żałośnie płacze, że chce smoka. Nie i koniec. Tak znów caluuutki tydzień przyzwyczajamy bobasa do tego, że w dzień smoczka nie ma w ogóle!

Tydzień trzeci i decydujący.
Oczywiście trzymamy się wszystkich punktów tak, jak we wcześniejszych tygodniach. Konsekwentnie dążymy do zdrowego zgryzu dziecka !

Jednak w tym tygodniu odstawiamy smoczka także i w nocy. Usypiamy dziecko tak, jak zawsze. Tak, jak najbardziej ono lubi ( w końcu nie chodzi nam o wywołanie traumy, a o koniec z nałogiem).

Po trzecim tygodniu wyrzucamy smoczki. Forever and ever! Wtedy nie ma ratunku ani dla nas ani dla dziecka. Po prostu musimy żyć już bez niego.

Wiem, że wydaje się to trochę głupie, za proste i takie... takie łopatologiczne.. ale działa! Moje dziecko przez te 3 tygodnie tęskniło za smoczkiem 3 razy. Nie było płaczu, jęku ani żadnych traum. Pięknie i bez żadnego stresu udało nam się odstawić smoczka raz na zawsze. Ze smoczka nie korzystamy już kilka miesięcy i jesteśmy szczęśliwi. Ja, Zosia, tata i kot. Szczęśliwa rodzina...
Trwa ładowanie komentarzy...